domin-art

Na tym blogu znajdziecie moje wiersze i różnorakie teksty. To taka mała przestrzeń, w której uwolnię moje myśli.

Wpisy z tagiem: artysta

Bagaż

0

Iść na przód, mówisz to nie takie proste,
gubisz rytm, nie wiesz co dla Ciebie dobre.
Pot na czole, w ręce strzeżony dobrze bagaż,
z każdym krokiem cięższy, wcale sobie nie pomagasz.
Krzyczysz: nie dotykaj! Radę sama sobie dam,
potem tylko żal kiedy pomocna dłoń odchodzi w dal.
Co skrywasz w środku? Czy to naprawdę cenne?
I tak Cie nie zrozumiem! Twoje myślenie błędne
zamyka wiele dróg i pali wszelkie mosty.
Obrany nowy szlak, który kończy znajomości.
W sercu nastał chłód, z nim uczuciowy marazm,
gruba tarcza której przebić nie pozwalasz.
Gdzie podział się ten złodziej który ukradł zaufanie?
Pewność, że przy mnie nic Ci się nie stanie.
Rozbite na kawałki serce, na podłodze jego ubrania
wszystkie wspomnienia niszczące jak moment rozstania.
Przez niego szczęścia dla serca już nie szukasz
wszyscy są jak on, więc dla każdego zimna suka.
Wśród kłamstw i rozczarowań, tak umierają anioły
człowiek w chandrze, już z wartości goły.
Brak wiary by szukać w kimś oparcia, motywacji
lepsza samotność, pozbawiona bolesnych interakcji.
Zgubiony uśmiech, który z twarzy zabrał ktoś
pozwól go odszukać, uwierz tylko w uczuć moc.
Pomogę Ci z bagażem, nie zdążysz na następną stację
nie wstydź się zawartości, mam na przeszłość tolerancje.
Nie odwracaj wzroku, spójrz, zaufaj mi ten jeden raz
pokaże Ci lepszy świat, taki którego nie trzeba się bać.

Przyjaciel

1

Najlepszy przyjaciel jest jak rodzina

nasza ostoja, takich ludzi się nie zapomina.

W trudnych sytuacjach jego ręka pomocna

z najgorszych tarapatów często nas wyciąga.

Z nim przegadane noce, niezapomniane chwile

gdy spędzacie czas zmartwienia zostają w tyle.

Nawet gdy milczycie rozumiecie się bez słów

dając sobie wsparcie umiecie ukoić drugiego ból.

Przyjaciel potrafi wywołać uśmiech gdy Ci smutno

zapłakanej twarzy da nadzieję na lepsze jutro.

Jest skarbnicą wiedzy, zna nas od dechy do dechy

jest milczącą mumią, gdy ktoś chce nasze sekrety.

Choć nie jest ekspertem, zawsze da Ci radę

bezinteresownie zaangażuje się w każdą twoją sprawę.

I choć czasami się kłócicie, te przeróżne powody

rozmywane są jak złość, odrzucamy kość niezgody.

Pamiętaj dzieciak, prawdziwy przyjaciel jest jak skarb

szanuj go, bo on wszystko za Ciebie by dał.

Dylematy

0

W moim dorosłym śnie pozostał chłopca ślad,
niekończąca się tułaczka, którą drogę wybrać mam?
Wokół tyle chmur, horyzont skrywa mgła,
jak samotny żeglarz czekam na latarni blask.
Niezdecydowanie ciągle nie pozwala na przód iść,
gdy spoglądam w tył, nadzieja nie ma gdzie się tlić.
Czemu życie nie jest łatwe? Często stawia przed wyborem.
My chcemy tylko wybrać kogoś, by był zawsze nam bastionem.
Czekam na odpowiedź. Czego tak naprawdę chcę?
Lata wciąż mijają, z nią nieporadność w tej grze.
Wszystkie decyzje zostały w pudełku z wymówkami.
Zwykły brak odwagi, nie możemy pomóc sobie sami.
Czy znów mknąć przez przetarte przedtem ścieżki?
Nie oglądaj się za Siebie, tylko po nowe biegnij,
rozum szepcze tak po nocach, słyszę go wyraźnie,
na drodze jedna przeszkoda, by postąpić dziś rozważnie.
Zdrowy rozum gaśnie, gdy odmawia posłuszeństwa serce,
ślepe na z przeszłości rany, ono chce emocji więcej.
Mieszanina sprzecznych doznań to na uczucia magnes.
Zostajesz bez obrony, jak linia oporu padniesz.
Nie zniosę tego dłużej, tracę kontrolę,
nie dam się złamać, przecież mam silną wolę.
Gdy w głębi mojej duszy będzie martwo
bez łzy na powiekach zapanuję nad tym łatwo.
Pomyśl co dla Ciebie dobre, nie dla serca,
co byś nie wybrał, konsekwencje to udręka.
Co robić gdy życie smakuje jak wygazowane piwo?
Nazywasz coś miłością, lecz nie jest ona żywą.
Gdy coś się ledwo tli pozwól temu umrzeć,
nie ma odwrotu, nie będziesz mógł już tego ujrzeć.
Łamanie niewinnych serc, alternatywny koszt
niezdecydowanie, które pali każdy most.
Kiedy skończą się wciąż dręczące mnie dylematy?
Czy ktoś powstrzyma wewnątrz zderzające się światy?

Prawa autorskie: Dominik Śliczniak

Dystans

0

Nie wierzę już w nic, co brzmi zbyt pięknie.
Utopia to fikcja, kto uwierzy ten polegnie.
Obietnice bez pokrycia, na których osiadł kurz,
melodia dla serca wyśpiewana wprost z twych ust.
Twoje słowa jak diamenty, błyszcząc, zaślepiają obraz.
Hipnotyzują, jak głupi wierzysz w ten drogowskaz.
Diamenty? To tylko błysk odbitego światła,
tak jak nasze życie, moc dobrego kłamstwa.
Ten sen jak marzenie, lecz pora na pobudkę,
spójrz w prawdy oblicze, które zazwyczaj jest smutne.
Gdzie ta zasada, że szczerość między ludźmi to podstawa,
gdy zawodzi drugi człowiek, przejebana sprawa.
Rozczarowanie, dość pływania już w tych samych brudach.
Dlaczego tak jest, że tylko sobie możesz ufać?
Mam do tego dystans, upadła nadzieja potrafi ranić,
nie ufam ludziom, taki mój obronny mechanizm.

Zostawmy to za sobą

1

Odkładam słuchawkę ,z wkurwioną na maxa głosu barwą
rzucam gdzieś telefon, wychodzę na balkon.
Odpalam fajka, w samotności, tylko ja i  księżyc
miliony różnych myśli, jak mogliśmy to spieprzyć?
Twoja piękna twarz, dziś nie mam ochoty na nią patrzeć,
kilka ostrych słów, mogą zakończeniem być w tej bajce.
Zderzenie dwóch przyjaznych serc jak trzęsienie Ziemi
tak łatwo uczucia zmienić w krąg nienawiści płomieni.
Chcę rzucić się w ten wir, dać upust wszystkim emocjom
by rozbiły na kryształy coś, co zbudować nie jest prosto.
Może oddzwoniłbym do Ciebie i wykrzyczał moje myśli
wszystkie twoje błędy, zbiór chwilowej nienawiści.
Tak bardzo Cię…, czuję złość, nie! Muszę ochłonąć!
Za bardzo się w tym gubię, chciałbym być teraz z tobą,
miłość wybacza wszystko, a ja dłużej złościć się nie umiem,
znowu sięgam po telefon, wpisując w nim twój numer!

Ja się złoszczę, a raz ty, to powtarza się jak pełnia.
Nie zawsze jest tak, że nasze oczy, tylko miłość wypełnia.
Ostre kłótnie, fochy, długie dni spędzone na milczeniu,
przetrwa tylko uczucie, oparte na wzajemnym zrozumieniu.
Czepiam się wszystkiego, bo widocznie mi zależy,
wolę gorzką prawdę, nawet jeśli, ranię będąc szczerym.
Nikt nie jest doskonały, raz przeze mnie, raz przez Ciebie
owoc naszych starań obrzucamy jest kamieniem.
Może łatwiej będzie uciec niż rozbijać się o nasze błędy
ale to nie zbieg, tylko ocalały staje się mocniejszy,
więc będę z tobą tonął, by potem wynurzać się na brzeg
jeśli zajmie mi to wieczność, odnajdę w tym swój sens.
Warto się poświęcać, po każdej burzy przychodzi Słońce
i wydaję na świat, to co w sercach naszych jest gorące.
Wspólny  uczuć płomień, stający się miłości bronią!
Gorsze chwilę? Spójrzmy sobie w oczy i zostawmy je za sobą!

Prawa autorskie: Dominik Śliczniak

Bliżej niż myślisz

0

Szczęście?! Na siłę szukanie w życiu dobrobytu
ciągła walka, ambicie wykraczające poza granice zenitu.
Bogactwa? Życie na pokaz, by wykraczać ciut za skalę
nieprzespane noce, bo wszystko co osiągasz jest za małe.
Stań na moment, rozejrzyj się, weź głęboki oddech!
Otwórz zaspane oczy, może coś przeoczasz ciągle?
Szczęście?!
Ja go nie szukam, szukam tylko jego cząstek
małych zwykłych rzeczy, wtedy wszystko jest tak proste
gdy jeden uśmiech sprawia że serce biję mocniej
nie muszę mieć Rolls-Royce , żeby wiedzieć że jest dobrze.
Żaden wyścig szczurów, ja wolę biec jak Forrest
kochanie daj mi rękę, choć! Pobiegniemy we dwoje
nie ważne gdzie, przed siebie, tak prostu
ważne że z tobą, patrz, tam po drugiej stronie mostu.
To szczęście, mój idealny świat bez „posiadania” presji
gdzie jesteśmy tylko ja i ty, „My” jesteśmy wieczni!
Bogactwa tracą znaczenie, wreszcie od depresji bezpieczni
to jest moje szczęście, nie wyścig by być od kogoś lepszym.
Znalazłem je w człowieku, osobie, w której mam swą pewność
która zawsze była blisko, lecz przeoczyłem jej obecność
Czemu ludzie lecą w chmury, mając wszystko pod nosem
tracą coś kierując się doskonałości poszukiwania głosem.
Mają zdrowe oczy, lecz ślepota nie pozwala nic im dostrzec
czasami nie postępujemy właściwie, lecz tylko mądrze.
Cieszę się życiem, po co mi nie osiągalne gwiazdy?
W zasięgu ręki mam coś, co sprawia, że już nie jestem martwy!
Tak wiele było związków, uśmiercanych czyjąś ambicją
nastał wielki sukces, lecz szczęście szybko prysło.
Pamiętaj o tym, w dążeniu do tego co Ci się przyśni
gdyż często wszystko czego szukasz jest bliżej niż myślisz

Prawa autorskie: Dominik Śliczniak

Cień z otchłani

0

Siema, ja wciąż płynę, płynie niespokojny potok
martwo, bez wyrazu twarzy, bez emocji robot.
Starałem się być dobry, w zamian dostawałem obojętność
chyba lepiej być skurwielem, sprawiedliwość jest dziś brednią.
Choć jestem jeszcze młody cenię sobie spokój
nie spalam się za młodu jak moje ziomy w okół.
Często za to cierpię, ale inny być nie mogę
zakuty milczę, nawet wtedy gdy ktoś mi podstawia nogę.
Wszystkie bóle spalam w sobie,nie potrzebne są mi kłótnie
Z własnej woli męczennictwo, lubię jak jest mi smutniej.
Bezsilność, gdy wszystko się pierdoli, ja stoję z boku
czasami nasza twarz nie zdradza, co siedzi w ludzkim mroku.
Demony, choć przeważnie milczą, w środku wciąż są żywe
a gdy deszcz łez spada na ziemie słychać jak tłuką o szybę.
Ich krzyk Cię przeszywa, gdy zasypiasz i gdy wstajesz
są zbyt rzeczywiste, nie jak z tych wszystkich bajek.
Co budzi je do życia? Impuls osiadania na dnie?
Smutna perspektywa, że życie Ci marzenia kradnie
wciąż otwarte rany, upadki z goryczą rozczarowania
wszystko zbite w jedność, negatywny wynik jest równania.
Zamknięcie się w sobie, jedyna ucieczka od eksplozji
by uchronić tych najbliższych, to wszystko wynik troski.
Jestem tylko człowiekiem z całymi galaktykami emocji
i tak zrobię to, co jest w planach mej wyroczni
Wszystko ma granicę, cienką linię, dzielącą od wybuchu
po którym tracisz ludzkość, będąc już w krainie duchów.
Mam prośbę do ludzi, by nigdy nie przekraczali mojej
choć przetrwałem tyle burz, co dziwi, może się wydawać chore.
Nie ze wszystkim trzeba się godzić, człowieku tak się nie da
czasem warto postawić na swoim, gdy za zakrętem bieda
lecz są sytuację, w których nie możesz dać się porwać nerwom.
Znajdź gdzieś siłę, by zgorzkniałym nie obrócić się w ciemność.
Gdy patrzę na twą twarz, która tak nieświadomie mnie rani
to słyszę jego kroki, on się zbliża, cień z otchłani!
Czuje jego oddech, szepcze mi do ucha, wreszcie mnie uwolnij!
Kusi łatwym wyjściem, w powietrzu słodki zapach zbrodni.
Heroicznie walczę z nim, ta walka trwa już wieki
spalam te uczucia, czekam jak w otchłań znów odleci.
Choć poddaję własne zdanie, to dla dobra innych
przez to bardzo cierpię, oni są temu winni!
Chuj w to! Dla niektórych warto się poświęcić
nie jestem egoistą, wolę być jak Ci święci.
Pamiętaj! Upadły anioł to ze wszystkich najgorszy demon
bo gdy upada czyste dobro, już nic nie naprawi tego.

Prawa autorskie: Dominik Śliczniak

Bądź mistrzem

2

1.
Siema synu! Na tacy kilka słów, uwierz i bądź mistrzem!
Chcesz być pięknym kwiatem czy tylko zgniłym liściem?
Ziomek podnieś głowę i uważnie skieruj swoje oczy na mnie
nie jesteś przegrany, tylko dlatego, że dzisiaj jesteś na dnie.
Każdy na nim osiądzie, próba siły naszych charakterów
tylko ten co nie ma nic, a potem to osiągnie, jest bohaterem.
Wiem co teraz myślisz, dla naiwnych potok słów
śmieszny Mesjasz, który chce kogoś zbawić znów
mówić każdy może, gorzej to obracać w czyn
ta przemiana jest możliwa, gdy chcesz tego z wszystkich sił.
Poddanie, gdy jest trochę ciężej, nazwałbym lenistwem
nie masz nic do stracenia, walcz i bądź dobrej myśli.
W twoich oczach widzę to, tą chęć bycia wyjątkowym kimś
choć czasami Cie przytłacza, jest potrzebna by z nadzieją żyć.
Marzenia są niezbędne, by dążyć do celów widocznych na horyzoncie
o nie nieustanna walka, dziś każdy jest na froncie.

Ref.
Morze łez, wstajesz, patrzysz, niespełniony sen
budzi Cię, po pustych katach coś pali się, ambicja!
Nie gaś jej, by wygrać czasami wystarczy tylko iskra

2.
W życiu się układa, niby wszystko okej, ale to nie to
potrzebujesz więcej, potrzebujesz w końcu wejść na tron.
Ziomek masz już cel, nie siedź z założonymi rękoma
najgorszy ten co swoje marzenia pośród czterech ścian chowa.
Dla mnie już jesteś mistrzem, bo walczysz o swój sen
ciągłe doskonalenie siebie jest dla Ciebie tak jak tlen.
Społeczny problem, na starcie wywieszona biała flaga
lepiej nie próbować, skoro wiadomo że to przegrana sprawa.
Strach przed upadkiem, dziś dusi gardła wielu osób
wizja spełnionych marzeń to na to tchórzostwo sposób.
Jeśli z pozoru przegrasz i tak w głębi jesteś wygrany
bo odkryłeś sedno życia, do walki duch nie został Ci zabrany!
Synu przegraj sto razy abyś mógł wygrać choć raz
ból nieudanych prób cechuje mistrzów, nie ma co się bać!
Mimo tylu łez wiem, że to czas wyleczy rany
wyjdzie Słońce, a wtedy będziesz niepokonany.

Prawa autorskie: Dominik Śliczniak

Kilka sekund

3

1.
Chcę opowiedzieć smutną historię jakich jest setki
tu gdzie zło wylewa się z człowieka ręki.
Chore zło, ślad zostawia w duszy na wieki
twoja przeszłość stanie tobie w życiu na przeciw.
Tak jak stała tej dziewczynce, teraz jest dorosłą panną
zawsze nosiła ten ciężar, unieść go nie było łatwo
bo co ma zrobić dziecko, które zostaje z tym same
i nie może kurwa liczyć, na tatę i na mamę!
Bo jeden chory świr postanowił się zabawić
i w chuju miał, że może przez to kogoś zranić!
Dał dziewczynce kilka sekund, kilka sekund piekła!
Nękające ją demony od których jeszcze nie uciekła
ten demon był tak blisko, był jej ciotecznym bratem
to chore że rodzina była dla niej katem.
Zdrowo pojebany kat, który miał na imię Damian
typo w dupie miał moralność, dziadkowi hajs podkradał.
Ofiarą spokojna dziewczyna, jedenastoletnią Sandra
teraz to inna osoba, jej psychika jest tak zdarta.

Ref.
Ona nie ma już nic, tylko te kilka sekund
kilka sekund, które zabrały jej czar młodego wieku!

2.
Ta historia miała miejsce w jednej z polskich wsi
gdy tak Słońce dogrzewało podczas letnich dni.
Sandra była sama w domu, wyjechali gdzieś rodzice
i to są sytuację, których kurwa nienawidzę.
Zostawili dziecko same, niedaleko czyhał demon
tak zrobili dziecku krzywdę, ono nie zapomni tego.
Po sąsiedztwie mieszkał dziadek, w podstarzałym wieku gość
mu pomagał wnuczek Damian, zawsze mu okradał coś.
Sandra nie lubiła brata, to typ z pod czarnej gwiazdy
funkcjonował w patologii, miewał pojebane jazdy.
Wtedy miał szesnaście lat i go podniecała siostra
bardzo wkurwiało go to, że nie mógł tej dziewicy dostać.
Nadarzyła się okazja, już typowi cieknie ślinka
a los chciał że do dziadka poszła bezbronna dziewczynka.
Chciała pomóc dziadziusiowi zmywając mu naczynia
starzec poszedł do sąsiada, tu ten dramat się zaczyna
za plecami czekał on, niestety drzwi były zamknięte
ten skurwiel zamknął je, bo liczył dzisiaj na więcej.
Nie ma już drogi ucieczki, ogarnia ją niepewność
szybszy oddech, na szyi się strach owija pętlą.
Rozsunął swój rozporek, kazał patrzeć jej na członka
ona nie chce tego widzieć, odwróciła się do okna.
Nie był wcale delikatny, mocno złapał za nadgarstki
na ucho szepnął jej, że nigdy nie rżnął takiej laski!
Kazał jej dotykać się, mówił tam mi będzie dobrze
onanizował się, powoli ściągał z Sandry spodnie
przytulił ją do siebie, zaczęła głośno krzyczeć
lecz nie było żadnej szansy by ktoś mógł ją usłyszeć.
W dziecka głowie, szybki instynkt, wie co się stanie
że tak bolesny akt jest w jego planie
miała tylko kilka sekund, by uniknąć tej tragedii
rozum podpowiadał jej, znajdź ten klucz i biegnij.
Lewą dłonią wzięła fiuta, drugą do kieszeni sięga
Go podnieciło to, klucz znalazła dziecka ręka.
Miała szczęście, że w fantazji leciał kilka chwil
wyrwała się z uścisku, w sekundę otworzyła drzwi
ile tylko miała sił, tak szybko biegła przed siebie.
Ją uratował spryt, może jakaś siła w niebie

Ref.
Ona nie ma już nic, tylko te kilka sekund
kilka sekund, które zabrały jej czar młodego wieku!

3.
Co z tego, że ją nie gwałcił, ten syf pozostał
a te kilka sekund, utrzymująca się wciąż krosta.
Teraz ma wstręt do chłopaków, każdy z nim jej się kojarzy
nie ogląda się za nimi pośród szkolnych korytarzy.
Nie zaufa nigdy więcej, wie że człowiek umie ranić
boi się, że znowu spotka jednego z takich drani.
Oddaliła się od bliskich, czuje do rodziców żal
nic im nie powiedziała, przemilczała duszy stan.
Na zewnątrz jest normalna, wewnętrznie roni łzy
a jej własny dom przypomina jej ten syf
potem stacza się w alkohol i imprezy na hard-corze
w ten sposób chce czuć szczęście na życiowej drodze.
Tak bardzo chcę zapomnieć, każdy sposób na to na nic
a w życiu jak u Chady, tego nie da się naprawić!
Tak cierpią te dziewczyny, ofiary przekraczania granic
nie każda daję radę, kilka chce się kurwa zabić!
Damian skończył w więzieniu, wcześniej w poprawczaku
wreszcie dopadła go kara, kara dla zgniłego kwiatu!

Prawa autorskie: Dominik Śliczniak

Fan Page

1

Witam! Postanowiłem założyć stronkę na Facebooku. Jeżeli podobają Ci się moje teksty to polub moją stronkę. Link : 
https://www.facebook.com/dominrap
:)

Mój pierwszy wiersz

1

Jest to mój pierwszy w życiu wiersz Jęzor

Nie nazwałem go jeszcze, a dla mnie będzie zawsze jako „Pierwszy”.

W poszukiwaniu Ciebie

na tym zachmurzonym niebie

z mojej duszy spływa deszcz

patrz! Wnętrze nie ukrywa łez

lecz gdy tylko ujrzą światło

wysychają, jak tu martwo

Me uczucia tam zostały

Budzę się, jaki ja mały

 

Gdzie jesteś? Przybądź! Ukaż się!

Natchnieniu! Potrzebuję Cię!

Wejdź w moją czystą duszę

Błagam! Przerwij jej katuszę

Pokaż siłę swej natury

Przełam duszy strachu mury

Daj obcej dla niej radości

Proszę, przybądź tu miłości!

 

Lecz ona sama nie przyjdzie

cała wieczność mi tak zejdzie

moja to żałosna wina

widziana postura sina

leniwy, nie idę po Ciebie

staje przy tym łatwym niebie

płaczę do Ciebie miłości

uchyl okno mej czułości

razem pokażmy ją światu

Nie ma już martwego kwiatu!

 

Prawa autorskie: Dominik Śliczniak

Są to moje pierwsze wypociny, więc rewelacji nie ma, ale sentyment zostaje.


  • RSS